14 grudnia 2016 zakończył się kurs ilustrowania historii naturalnej, w którym brałem udział. W tym wpisie chciałbym podzielić się z Wami moimi doświadczeniami, bo była to dla mnie zupełna nowość, ale dzięki temu miałem też okazję sporo się nauczyć. Ale po kolei.

Co to za kurs

Pełna nazwa kursu to Drawing Nature, Science and Culture: Natural History Illustration 101. Zorganizowany został przez Uniwersytet w Newcastle w Australii we współpracy z platformą edX. Platforma edukacyjna edX założona została dzięki współpracy Uniwersytetu Harvarda i Massachusetts Institute of Technology. Jej ideą jest dostarczanie programów nauczania na poziomie akademickim osobom, które nie mają normalnie dostępu do takiej wiedzy. EdX działa na zasadach kursu MOOC (massive open online course) – masowego otwartego kursu online, co oznacza, że każdy ma do takiego kursu dostęp. Większość kursów na EdX nie jest związana ze sztuką i z tego, co usłyszałem w audycji radiowej radia w Newcastle (był tam wywiad z nauczycielami z tego kursu) – kurs, w którym wziąłem udział był pierwszym tego typu, pierwszym, który uczył jak rysować. 

Celem kursu było zapoznanie uczestników z ilustracją obiektów należących do świata fauny i flory. Kurs uczył jak wykonać ilustracje ołówkiem i głównie na ołówku się skupiał. O akwareli był tylko mały fragment, ale cały kurs bazował tylko na rysowaniu i doskonaleniu umiejętności posługiwania się ołówkiem. Z tego, co widziałem na grupie facebookowej uczestników kursu, istnieje szansa, że w przyszłym roku uruchomiony zostanie kolejny kurs tego typu, ale tym razem w wersji kolorowej – jak ilustrować akwarelami. Będę miał więc uszy i oczy na baczności. 

Plusy i minusy

Największym plusem tego typu kursu jest możliwość bezpłatnego uczestniczenia w nim. Administratorzy forum dyskusyjnego, które działało w ramach kursu, poinformowali nas po pierwszym tygodniu, że na kurs zapisało się ponad 12 tysięcy ludzi z całego świata. Niesamowite. Z drugiej strony mnóstwo ludzi nie dociera do końca z różnych powodów. Sam fakt istnienia takiego kursu jest wielką szansą na przykład dla osób z Polski (znających angielski), dlatego, że akurat kursów o takiej tematyce u nas raczej nie ma. Wspomniałem już, że uczestnictwo jest bezpłatne – to plus, ale też jedna ze ścieżek. Druga ścieżka jest płatna i kończy się certyfikatem. W wersji bezpłatnej nie ma znaczenia, czy ukończy się zadania, czy nie. W wersji płatnej, każde zadanie musi być wykonane w terminie, wysłane w terminie, zaliczone w terminie, a ocena końcowa z całego kursu (w %) musi przekraczać 50%, żeby otrzymać certyfikat. Nie mogłem nie skorzystać z takiej okazji, więc wybrałem ścieżkę z certyfikatem, co też trzymało mnie w ryzach i poniekąd zmuszało do rysowania kolejnych zadań z tygodnia na tydzień. 16 grudnia otrzymałem certyfikat ukończenia kursu.

System oceniania

Można się zastanawiać, czy tak duża liczba uczestników nie wpływa negatywnie na jakość samego kursu. Tu najważniejszą kwestią jest to, jak ocenić postępy każdego uczestnika. Zakładając nawet, że faktycznie co tydzień zadania robiłoby 10% ludzi, to nauczyciele nie byliby fizycznie w stanie ocenić wszystkich. Tu pojawiła się moja wątpliwość, bo w takim razie skoro nie nasi nauczyciele będą nas oceniać, to trochę kiepsko. A skoro nie oni, to kto? Rozwiązaniem były trzy metody: testy z wiadomości, samoocena i ocenianie naszych prac przez innych uczestników. O każdej z tych metod napiszę przy okazji charakterystyki kolejnych tygodni. 

Struktura kursu

Kurs podzielony był na moduły. Każdy moduł obejmował inne zagadnienie i kończył się zadaniem do wykonania. Moduły podzielone były na podsekcje, a te na kolejne rozdziały. Mieliśmy podane zaplecze teoretyczne w formie pisemnej z towarzyszącymi ilustracjami, do tego filmy, w których nasi nauczyciele omawiali różne zagadnienia. Dodatkowo inne filmy i źródła związane z tematyką poszczególnych modułów. Miłą niespodzianką było to, że dostaliśmy dostęp do bazy Global Plants. Baza ta

„…zawiera okazy roślin danego typu, struktury taksonomiczne, literaturę naukową oraz powiązane materiały. Jest ona skierowana do badających, wykładających bądź studiujących botanikę, biologię, ekologię, nauki środowiskowe lub ochronę środowiska. Materiały zebrane w bazie zostały udostępnione dzięki Global Plants Initiative (GPI) i są otwarte tylko dla użytkowników JSTOR i członków GPI.”

https://pl.wikipedia.org/wiki/JSTOR

Tydzień 1 – O kursie

Na początku dowiedziałem się czym tak naprawdę jest ilustracja historii naturalnej. Przedstawiono nam sylwetki ilustratorów mieszkających w regionie Doliny Huntera (region w stanie Nowa Południowa Walia; Newcastle, gdzie stworzono ten kurs, leży w tym regionie). Szczególnie interesujące wydały mi się siostry Harriet i Helena Scott. Ich akwarele przypominają mi dzieła Marii Sibylli Merian. Ciekawostką jest aplikacja na smartfony The Art of Science, gdzie w szczegółach można zobaczyć wybrane obrazy sióstr Scott. Aplikację można pobrać na Androida np. ze Sklepu Play. Niesamowity jest również William T. Cooper (1934-2015), zajmujący się przedstawianiem ptaków, nie tylko w akwareli. Polecam zajrzeć na jego stronę i obejrzeć filmy.

Zadanie do wykonania na koniec pierwszego tygodnia nie było oceniane. Mieliśmy zebrać sugerowane materiały do rysowania na najbliższe 5 tygodni i wykonać kilka ćwiczeń, żeby zaznajomić się z możliwościami ołówków. Gdyby nie ten kurs, na pewno nie wziąłbym się za ołówek i nie narysował tych kilku ilustracji w najbliższych tygodniach. Ostatni raz w ten sposób rysowałem jakieś 10 lat temu i nie myślałem o powrocie. Ale takiej okazji nie mogłem przegapić. Oprócz wykonania testów ołówków, mieliśmy również podzielić się na forum dyskusyjnym informacją, na temat ilustratora z obszaru, gdzie mieszkamy i podać adres do galerii, jeśli takowa istnieje. Padało mnóstwo nazwisk z całego świata, dzięki czemu poznałem też sporo nowych, wspaniałych artystów botanicznych. Ja pochwaliłem się naszym niedoścignionym Arturem Lobusem.

Testy ołówków 2H, HB, 2B, 4B

Kania, rysunek wykonany w ramach testowania ołówków

Tydzień 2 – Ćwiczenia w obserwacji

Drugi tydzień był pierwszym, w którym mieliśmy wykonać rysunek w terminie. To był moduł, w którym dowiedzieliśmy się, jak obserwować świadomie przedmioty, na co zwracać uwagę, jak je mierzyć, czym jest głębia przestrzeni, jak uzyskać trójwymiarową formę, z jakiej perspektywy przedstawiać obiekty itd. Naszym zadaniem było znalezienie przynajmniej trzech obiektów (fauna lub flora), które mieliśmy narysować i opatrzyć notatkami i pomiarami. To był pierwszy tydzień, w którym zdobywaliśmy oceny. W tym wypadku ocenialiśmy sami siebie, na podstawie przygotowanych kryteriów oceniania. Starałem się być szczery wobec samego siebie, bo inaczej nie miałoby to sensu. Po tym ćwiczeniu dotarło do mnie, że rysowanie ołówkiem jest bardzo relaksujące i o wiele łatwiejsze niż malowanie akwarelami. 

Ćwiczenia w obserwacji, rysunek na zaliczenie modułu 2

 

Tydzień 3 – Praca w terenie

Tym razem zadania były trzy: (1) mieliśmy wyjść w teren i narysować coś z natury; (2) zrobić zdjęcia (na podstawie określonych zasad robienia zdjęć wykorzystywanych w ilustracji historii naturalnej) zwierzętom lub roślinom i udostępnić je na forum; (3) rozwiązać test z wiedzy, którą do tej pory zdobyliśmy. Mądrzy Australijczycy mieli fajnie, bo mają lato, ale u nas, przynajmniej w Poznaniu, w tym czasie był mróz, więc nie było opcji, żebym to zrobił. Szczęśliwie dwa pierwsze zadania nie były obowiązkowe i świetnie się złożyło, bo akurat to był dla mnie ciężki tydzień i gdyby nie to, że nie musiałem tego zadania wykonać, pewnie na tym tygodniu zakończyłbym kurs. Obowiązkowy za to był test z wiedzy. Na szczęście wszystko do tej pory czytałem uważnie, tłumaczyłem mniej znane słówka, więc test wykonałem bez trudu.

 

Tydzień 4 – Rośliny – zrozumienie struktury

Poznawaliśmy szczegółowo strukturę roślin, szczególnie kwiatów i liści. W tym tygodniu zaczęły się schody językowe, bo pojawiło się już sporo terminów botanicznych, których nie znałem po polsku, a co dopiero po angielsku. Na szczęście ze słownikiem udało się przebrnąć. Naszym zadaniem na ocenę było rozrysowanie struktury wybranego kwiatu. Tym razem nie mieliśmy dodawać cieni, a więc nie mieliśmy budować formy. Chodziło bardziej o przestudiowanie tego, jak kwiat jest zbudowany i sporządzenie ilustracji (konturów) opatrzonych notatkami. Z jednej strony podobało mi się to zadanie, bo wydawało się stosunkowo łatwe i ciekawe. Z drugiej brak cieniowania sprawił, że całość wyglądała co najmniej nijak, może też dlatego, że wybrałem taki obiekt. A wybrałem orchideę, która akurat mi zakwitała. I może to, że była w takim półrozkwicie sprawiło, że i rysunki wyszły jakieś pokraczne. Kupiłem też specjalnie grudnika do tego zadania, ale ktoś wcześniej go narysował i nie chciałem powielać. A grudnika kupiłem, żeby zrobić mu też sekcję, bo jeśli była taka możliwość, to wskazana była sekcja kwiata i narysowanie przekroju. Zdecydowałem się jednak na orchideę, a jej nie chciałem ciąć, więc tego nie zrobiłem. 

To zadanie oceniane było przez innych uczestników kursu. Ocenianie było anonimowe, a prace otrzymywaliśmy losowo, więc nie było mowy o sympatiach. Mieliśmy się trzymać określonych zasad i kryteriów oceniania, które były podane. Przez wzajemne ocenianie uczyliśmy się też dostrzegania błędów u innych, ale i u siebie. Szczerze przyznam, że nie byłem na początku przekonany co do tej formy oceny. Wiele osób było zawiedzionych tym, że nie ocenią nas nasi nauczyciele (dr Andrew Howells i dr Bernadette Drabsch – obydwoje wykładają na Uniwersytecie w Newcastle), ale z drugiej strony jak mieliby ocenić tysiące prac? Początkowo też byłem zawiedziony, ale stwierdziłem, że mimo wszystko to niezwykła okazja, żeby się sprawdzić, dowiedzieć czegoś nowego, nauczyć się czegoś. Robię to przecież dla własnej satysfakcji. Poza tym zapisując się na kurs, wszyscy wiedzieliśmy jakie są zasady, więc nie było sensu narzekać.

Okazało się, że po pierwsze ocenianie innych nie jest takie łatwe, a po drugie, osoby, które oceniały mnie były bardzo profesjonalne. Przy każdym zadaniu, gdzie mieliśmy siebie nawzajem oceniać, otrzymałem mnóstwo komentarzy, większość pozytywnych, ale i zdarzały się negatywne, co było bardzo pouczające. Do tego dużo uwag, podpowiedzi, sugestii, które naprawdę pomogły mi spojrzeć na moje rysunki z innej perspektywy i dostrzec sporo niedociągnięć. Także po tym pierwszym tygodniu wzajemnych ocen oswoiliśmy się z tą metodą i chyba już większość wiedziała, że ma to jednak sens, zważywszy na formę całego kursu.

Anatomia orchidei Nelly Isler, rysunek wykonany na zaliczenie modułu 4

Tydzień 5 – Zwierzęta – zrozumienie struktury

To był bardzo ciężki tydzień. Głównie ze względu na ilość materiału do przerobienia i dziesiątki specjalistycznych słówek. Przebrnięcie przez materiał zajęło mi sporo czasu, ale i wiele się nauczyłem. Ten moduł obejmował anatomię ssaków i ptaków. Na zaliczenie mieliśmy narysować ssaka w dwóch odsłonach. W pierwszej mieliśmy zaznaczyć strukturę anatomiczną do wyboru: układ mięśniowy lub kostny, w drugiej mieliśmy nadać ssakowi formę i zaznaczyć cieniowaniem charakterystyczne cechy, na przykład specyficzną skórę nosorożca czy cętki geparda. Długo myślałem jak to zrobić i co narysować. Ostatecznie zdecydowałem się na surykatkę.

To zadanie również było oceniane przez innych i chyba po tym tygodniu wyłoniły się prawdziwe talenty. Nasze prace wrzucaliśmy też na grupę facebookową i widziałem tam niesamowite rzeczy. Niektórzy przyznawali, że rysują już dość długo, mają doświadczenie, inni z kolei mówili, że to właśnie dzięki temu kursowi odkryli w sobie takie pokłady cierpliwości i dzięki radom naszych nauczycieli i wiedzy z kursu byli w stanie stworzyć takie rysunki. A rysunki naprawdę podziwiałem, futro pandy, tygrysa, psa to nie są łatwe rzeczy do narysowania, a ludzie naprawdę rysowali je genialnie. Dzięki temu modułowi dowiedziałem się o istnieniu superśmiesznych alpak!

Surykatka, rysunek na zaliczenie modułu 5

 

Tydzień 6 – Pełna ilustracja

W tej części było sporo informacji na temat tego, jak uzyskać ostateczny realistyczny rezultat rysunku. Jak operować światłem i cieniem, jak uzyskać tekstury, jak rysować futro, łuski czy pióra. Tym razem oprócz ostatecznego rysunku rośliny lub zwierzęcia, mieliśmy też zrobić test, który obejmował wiedzę z całego kursu. Nasze prace ponownie oceniane były przez współuczestników i ponownie dostałem sporo uwag dotyczących mojego rysunku. O ile we wcześniejszych etapach nie mieliśmy robić aż tak dokładnych rysunków i tydzień był wystarczająco długim czasem na to, o tyle w tym tygodniu siedem dni to było stanowczo za mało na zrobienie satysfakcjonującej ilustracji. Dlatego mój rysunek nie jest skończony. Miał przedstawiać dwie zięby siedzące na gałęzi, ale zdążyłem narysować tylko jedną i fragment gałęzi.

Mimo wszystko dostałem najwyższe noty, a na zakończenie byłem niezwykle zaszczycony, bo sama Bernadette Drabsh skomentowała moją pracę bardzo pozytywnie. Biorąc pod uwagę tysiące uczestników, fakt, że skomentowała akurat mój rysunek naprawdę było dla mnie wielkim wyróżnieniem.

 

Podczas rysowania zięby nagrałem też krótki filmik, bo ktoś mnie o to poprosił:

Podsumowanie

Jeśli miałbym wziąć udział w takim kursie raz jeszcze, na pewno bym to zrobił. Z pewnością bez tego kursu, sam z siebie nie wziąłbym ołówków do ręki i nie zaczął rysować. Praca z ołówkiem w każdym tygodniu zmobilizowała mnie do podszkolenia się w rysunku, a przy tym zyskałem ogrom wiedzy teoretycznej. Ludzie z kursu stworzyli niezwykłą społeczność na Facebooku, gdzie będziemy kontynuować nasze zmagania we własnym zakresie. Już powstaje plan działania na przyszły rok. Ze swojej strony zadeklarowałem pomoc w pracy z akwarelami, bo będziemy ćwiczyć nie tylko rysunek. 

Kurs był dla mnie czymś zupełnie nowym. Sam sposób jego organizacji był nowością, wcześniej nie wiedziałem o istnieniu kursów MOOC. Myślę sobie, że to naprawdę świetna inicjatywa, tym bardziej, że takie kursy są darmowe (jak wspominałem wcześniej płatne, jeśli chcemy certyfikat). Wybrałem ścieżkę z certyfikatem, bo jak wiemy u nas raczej takich kursów nie ma, więc była to okazja, żeby formalnie w tym zakresie podnieś swoje kwalifikacje. Choć zrobiłem to wyłącznie dla własnej satysfakcji i z wielką przyjemnością, to certyfikat jest miłym dodatkiem.

Jeśli w przyszłym roku ruszy wersja akwarelowa, na pewno Was powiadomię. Być może ktoś będzie chciał wziąć udział. 

Spodobał Ci się wpis? Udostępnij innym! Dziękuję! Share on FacebookPin on PinterestShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn